Eressë 2010-06-29 23:39:47
Wczesny wieczór, rozległe, ciche wrzosowiska. I ona jedna – przemierzająca zimowe ciemności, nierozjaśnione ani jedną gwiazdą. Wiedziała, że o tej porze roku ciężko spotkać tu kogokolwiek, jednak rozglądała się wkoło, nasłuchiwała wśród cichych podmuchów wiatru czyichś kroków. Dopiero gdy popatrzyła w niebo, które przepełniała pustka, doszło do niej, że jest tu zupełnie samotna. Nieraz zdarzało się, że wybierała się w drogę, dalszą lub bliższą, sama, jedna. Ale dopiero ostatnimi czasy zaczęła odczuwać aż nadto wyraźnie samotność. Znała te równiny, lasy, góry, ale one zmieniały się, podczas gdy ona wciąż pozostawała taka sama. Starała się często wracać na szlak, by nie zapomnieć jak kręta może być droga, jak rwąca rzeka i jak ciemna puszcza. Bała się wrócić i powiedzieć sobie, że ‘dawniej było tu zupełnie inaczej’.
Dlatego chciała się teraz zatrzymać i nim opuści te miejsce, pożegnać się z nim i zapamiętać. Utrwalić w myślach obraz tego wieczoru zanim rozpłynie się w noc. Poczuć chłód ciemności zanim rozproszy je blady świt. Bardzo chciała, ale była świadoma, że może być to niebezpieczne i niemądre – ostatecznie ktoś dalej na nią czekał. Cierpliwie, cierpliwością jeszcze z Dawnych Dni, ale jednak czekał, a to dla osoby samotnej jest jednak najważniejsze.
28 Nárië 2010
Artuilë 2010-06-28 01:43:35
Te słowa roniły jej myśli, jak liście drzew roniły promienie porannego Słońca. Prosto w jej oczy, które były odbiciem lasu – zielone, pełne blasku i życia. Wiatr wplatał się w jej włosy niosąc zapach nowego dnia. Dało się jeszcze wyczuć wilgoć po wczorajszej burzy, krople na trawie odbijały światło jak tysiąc kawałków rozbitego lustra. Las szeptał do niej swoje letnie zaklęcia, a ona chłonęła je całą sobą, żeby nosić te wspomnienie gdy jej tu nie będzie. Bo czasem potrzebuje blasku Słońca prosto w oczy, czasem musi przeciwstawić się prawdziwie silnym żywiołom.
Ale jeszcze nie teraz.
Jedwabista melodia wlewała w jej duszę subtelne ukojenie. I nic nie było w stanie zakłócić tych chwil. Bo była częścią tego świata. Znała te zapachy i dźwięki, one były dla niej.
26 Cermië 2008
Mavoinë 2010-06-27 01:55:49
Ze szczytu wzgórza, na które się wspięła, rozciągał się niesamowity widok. Prawie że pod jej stopami rozległa Puszcza nieprzeniknionych ciemności, dalej – wysokie, posępne góry przytłaczające swoim ogromem całą panoramę. Wznosząc się w oddali, zamykały horyzont, który niknął w ich cieniu. Słońce już opuściło się poniżej widnokręgu, na ciemniejącym niebie rozpalały się ogniska wieczornych gwiazd.
Nazwałaby ten widok ‘zapierającym dech w piersiach’ – gdyby nie widziała go już dziesiątki razy. Od lat, od bardzo dawnych lat, gdy pagórek wznosił swój szczyt o wiele wyżej, przychodziła w te miejsce i zwracała swoje oczy ku Zachodowi, który przecież stąd wyglądał zupełnie inaczej niż z innych miejsc. Z tej perspektywy Słońce zawsze zdawało się spadać w dół, aż w końcu miało runąć na pustkowie zasłonięte przez zimne, niewzruszone góry. Niewiele osób oglądało tę dramatyczną scenę, ale ona była pewna, że widok ten odebrałby każdemu część odwiecznej nadziei, tęsknoty. Być może, po burzliwych latach spędzonych na tych ziemiach potrzebowała argumentu, by nie wrócić, by nie porzucić swojej misji, jakby nie patrzeć, dobrowolnej.
Utwierdzała się w tym przekonaniu, mimo że wciąż pamiętała Zachód – ten za Górami i ten za Wielkim Morzem. Ta pamięć tkwiła w jej sercu jak zadra, będąc niewyczerpanym źródłem melancholii. Jednakże ona, wbrew wszystkiemu, wciąż szukała śladów po pradawnej równinie jeziora Cuiviénen, które przecież znajdowało się po wschodniej stronie Morza. Mimo że myślała o tym bardzo często, nikomu nie wyjawiła swojego najgłębszego pragnienia – odnalezienia domu. Valinor coraz rzadziej pojawiał się w jej marzeniach sennych, choć wszyscy wkoło widzieli w jej oczach pradawne światło. Ona sama wierzyła, że jedyne, co rozświetla jej duszę to blask gwiazd, które wszędzie były takie same. Gwiazd, które dawały jej ukojenie w wiecznej, zdawałoby się, nostalgii.
26 Nárië 2010
Lómë 2010-06-26 02:26:14
Niebo jarzyło się blaskiem tysiąca, miliona gwiazd – małych, migoczących diamentów na granatowym sklepieniu. Baldachim ten rozciągał się po horyzont, na wszystkie cztery strony świata, obejmując go swoim ogromem. Drzewa starały się dosięgnąć tych błyszczących brylantów, ale bezmiar był głębszy niż największy ocean.
Odgłosy nocy są najbardziej przenikliwe. Szelest liści, trzask gałęzi łamanych przez niespokojne ptaki. Drzewa zdawały się rozmawiać ze sobą, szeptały swoje tajemnice pod osłoną ciemności. Magia parowała z łąk – wypełniała powietrze, przenikała przez leśne gąszcze, wznosiła się wysoko, ku gwiazdom. Promieniujące ciepłem rośliny uwalniały ją w porze nocy, by mogła przesiąknąć blaskiem Księżyca. I nikt wciąż nie wie, czy to niebo przesyca się magią, czy magia niebem.
30 Cermië 2008
skomentuj (0)It's not the farewell.. 2010-06-26 00:26:37
Ai! laurië lantar lassi súrinen,
Yéni únótimë ve rámar aldaron!
Yéni ve lintë yuldar avánier
mi oromardi lisse-miruvóreva
Andúnë pella, Vardo tellumar
nu luini yassen tintilar i eleni
ómaryo airetári-lírinen.
Sí man i yulma nin enquantuva?
An sí Tintallë Varda Oiolossëo
ve fanyar máryat Elentári ortanë
ar ilyë tier undulávë lumbulë;
ar sindanóriello caita mornië
i falmalinnar imbë met, ar hísië
untúpa Calaciryo míri oialë.
Sí vanwa ná, Rómello vanwa, Valimar!
Namárië! Nai hiruvalyë Valimar.
Nail elyë hiryva. Namárië!
